Na rekolekcje ewangelizacyjne dla małżeństw pojechałam z pewną niechęcią i tak naprawdę sama nie wiem dlaczego. Być może dlatego, że nie wierzyłam, że w czymś mi one pomogą, a zwłaszcza, że poprawią relacje między mną a małżonkiem. Pojechałam tam tylko dla naszej 6-letniej córeczki, która bardzo przeżyła kryzys w naszym małżeństwie. Po pierwszym dniu pobytu, a zwłaszcza spotkaniu w grupach, stwierdziłam, że popełniłam błąd, że na nie pojechałam. Uważałam, że skompromitowałam się i zrobiłam z siebie pośmiewisko przed obcymi ludźmi. Nie chciałam się przed nimi otwierać i opowiadać o swoim małżeństwie, bo temat jest dla mnie bolesny. Nie jest łatwo mówić o tym, co sprawia przykrość. Jednak następnego dnia wszystko się zmieniło.
Przebywanie z ludźmi, którzy mają takie same problemy, a nawet i większe, czytanie Pisma Świętego i rozmawianie o Chrystusie spowodowało, że coś w moim sercu pękło. Niewierność męża, która do tej pory zasłaniała mi nasze szczęście, a nawet nie pozwoliła mi cieszyć się życiem, nagle zniknęła. Jezus uświadomił mi, że mam wybaczyć małżonkowi, bo tylko wtedy znajdę drogę do niego. Usłyszałam słowa: "Ale ty nie wybaczyłaś. Spójrz na człowieka, który siedzi obok ciebie. Wybacz i otwórz swoje serce" Człowiekiem, który siedział obok mnie, był mój mąż. Płakał. Ciepło, jakie ogarnęło wtedy moje serce, czuję do dziś. Nie ma słów, żeby opisać to, co się ze mną stało. Wiem, że jestem innym człowiekiem, silniejszym, a moja wiara może przenosić góry. Wierzę, że to, co mnie jeszcze w życiu spotka, ma bardziej umacniać mnie w wierze.
Małgorzata